Członkowie oddziału Rawicz przychodzą z pierwszym artykułem publicystycznym dla Gońca Wolnosci, zachęcamy do przeczytania!
Bez wątpienia proces prywatyzacji i decentralizacji gospodarki przyniósł Polsce dobre rezultaty, podniósł jakość życia, usług i zwiększył znacznie siłę nabywczą przeciętnego polaka. Względnie swobodny dostęp do zakładania przedsiębiorstw spowodował, że sektor małych i średnich biznesów jest podstawą polskiej gospodarki oraz tym, w którym kapitału polskiego jest najwięcej. Jest jednym ze źródeł wzbogacania się ludności, a w szczególności przedsiębiorców.
Polskie firmy jednak mają ogromny problem z wejściem na rynek ogólnokrajowy oraz w szczególności międzynarodowy. Mówimy tutaj szczególnie o przedsiębiorstwach produkcyjnych, ponieważ to właśnie ich rozwój jeśli mówimy o kapitale prywatnym bywa niepokojący. W 2019 największą polską firmą przemysłową wg. tygodnika “Wprost” z kapitałem prywatnym była firma Boryszew S.A zajmująca miejsce nr 30. Mamy również na miejscu 19 LPP (właściciel m.in. Cropp, Reserved, House) natomiast firma ta zleca produkcję swoim dostawcom. Wszystkie przedsiębiorstwa plasujące się wyżej niż wspomniane to albo spółki należące do państwa albo przedsiębiorstwa usługowe lub finansowe. Sytuacja wygląda nieźle w przypadku produkcji spożywczej, polski kapitał większościowy jest w firmie Maspex, która jest jednym z czołowych koncernów spożywczych w Europie Środkowo-Wschodniej. Posiadamy również mleczarnie, które dominują na polskim rynku, zakłady mięsne czy produkcję rolniczą. Oczywiście sytuacja w rolnictwie bywa skomplikowana lecz to temat na inny artykuł.
Gdzie możemy szukać przyczyny braku dużych prywatnych przedsiębiorstw z polskim kapitałem zajmujących się produkcją przemysłową i zaawansowanych technologii? Według naszych obserwacji przyczyną jest brak wystarczających środków sektora prywatnego. Według Forbes najbogatszy Polak Michał Sołowow posiada majątek w wysokości 28mld zł. Tylko 4 polaków posiada majątek wyższy niż 10 mld zł. Prosty wniosek, który można wysunąć brzmi: Polacy nie mają pieniędzy na fundusze inwestycyjne, które byłyby w stanie kupować bądź stworzyć takie przedsiębiorstwa. Jeżeli już powstają, to ich produkcja jest skromna w porównaniu do produkcji światowych potentatów, a najczęściej polega na składaniu dostarczonych przez nich komponentów (np. Wilk Elektronik S.A, który produkuje pamięć RAM o nazwie “Goodram”). Brak nam polskich firm motoryzacyjnych czy lotniczych. Nasze możliwości produkcji silników, elektroniki bądź innych kluczowych części są skromne. Pojazdy wojskowe produkowane przez PGZ czy pojazdy szynowe produkowane przez firmy PESA lub NEWAG posiadają silniki czy elektronikę sprowadzaną głównie z innych państw. Znane niemieckie przedsiębiorstwa: Siemens, BMW, Volkswagen w dużej mierze należą, bądź kontrolowane są przez kapitał niemiecki, a nawet struktury publiczne (udziały w Volkswagenie ma Saksonia).
I tutaj dochodzimy do wniosku, który nas, jako osoby związane z liberalizmem gospodarczym, trochę boli - jeśli sektor prywatny nie może sobie gdzieś poradzić, jedyną drogą na pozyskanie zdolności jest ingerencja państwa. Państwo polskie jednak przez wiele lat decydowało się na sprzedaż własnych przedsiębiorstw, czasami trafnie a czasami nie. Podczas gdy wybaczyć można sprzedaż firm: Wawel, Wedel, Krakus, browarów Tyskie, Lech, Okocim czy Żywiec jako iż mamy firmy zdolne do konkurencji w dziedzinach spożywczych (wielka szkoda, że nie zaangażowano do kupna tych przedsiębiorstw kapitału polskiego), tak całkowite odpuszczenie przedsiębiorstw takich jak FSO, wielu zakładów PZL (Mielec, Świdnik i pomniejsze) czy w 2018 podczas rządów Zjednoczonej Prawicy sprzedaż firmy Solaris i nie skorzystanie z zapisu w umowie, który pozwolił na zachowanie części kapitału w rękach polskich woła o pomstę do nieba i pokazuje jakość działania polskiej klasy politycznej. Sprzedano również większość znaczących hut (mi.n Katowice, Kraków, Częstochowa). Wymienione przez nas przedsiębiorstwa to firmy strategiczne, które w przypadku prosperowania mogłyby zapewnić Polsce znaczącą pozycję. Uważamy, że trzeba dążyć do pełnego liberalizmu gospodarczego, ale jest on najbardziej korzystny w przypadku otwartych na inwestycje zagraniczne rynków dla państw “hegemonów” - stąd wiele przedsiębiorstw sprzedano w Polsce Niemcom czy Amerykanom. Dodatkowo nasze państwo wprowadzało preferencyjne warunki dla przedsiębiorstw zagranicznych podczas gdy często nie robiono tego dla tych rodzimych. Koreański Hyundai wyrósł na jednego z hegemonów światowej produkcji przemysłowej dzięki strategii państwa, która dawała mu preferencyjne kredyty, zamówienia i pomoc w negocjacji kontraktów eksportowych oraz chroniła ich produkcję wewnątrz państwa. Podobne metody stosują Amerykanie wobec Boeinga czy Francuzi i państwa zaangażowane w Airbusa. Na potrzeby artykułu tłumaczymy to zjawisko w ogromnym skrócie, jedno jest pewne - dobre prosperowanie strategicznych firm, które są zdolne do międzynarodowej ekspansji leży w interesach państwa polskiego, pozwala mu podejmować dodatkowe działania dyplomatyczne i umacnia jego pozycję na arenie międzynarodowej. Stany Zjednoczone Ameryki, jedno z najbardziej wolnorynkowych państw świata strzeże interesów między innymi własnych firm zbrojeniowych, a konieczność zgody kongresu na sprzedaż sprzętu o wartości powyżej 50 mln USD umożliwia wywieranie presji na państwach kupujących. Jak widzimy - w celu ochrony interesów państwa w pewien sposób “nagina się” reguły rynkowe.
Co powinna zrobić Polska? Zastosować znane metody, które stosowały inne państwa w celu rozwoju, ochrony i ekspansji rodzimego przemysłu, inwestować w budowę nowych dziedzin (np. przemysł motoryzacyjny), a następnie stopniowo dzielić udziały z polskim sektorem prywatnym. Jedną z podstawowych zasad wolnego rynku - konkurencję - jesteśmy w stanie spełnić, w końcu duże przedsiębiorstwa dzięki globalizmowi konkurują na rynku światowym. Celem jest dążenie do jak najbardziej czystego wolnego rynku jednocześnie uwzględniając interes Ojczyzny. Dobrze prosperujące firmy, które sowicie będą wynagradzać swoich pracowników, budują dobrobyt i bezpieczeństwo państwa, zwłaszcza takie, których zyski są liczone w setkach miliardów - nie umniejszając wspomnianym wcześniej małym i średnim firmom, które w pewien sposób trzymają gospodarką w ryzach.
Chcielibyśmy wspomnieć na koniec o kluczowej dla nas rzeczy, która spowodowała napisanie tego artykułu. Polscy politycy, zwłaszcza strony rządzącej (Koalicja Obywatelska) kilka tygodni temu wzięli udział w ogłoszeniu debiutu jednego z kanadyjskich przedsiębiorstw wydobywczych na GPW. Przedsiębiorstwo to ma w planach w województwie lubuskim, czyli niedaleko obszaru działania KGHM wydobywać miedź i srebro. Według naszych informacji, jako oddziału położonego względnie blisko obszarów wydobycia, środowisko górnicze jest zdezorientowane tym co się wydarzyło. KGHM, które konkuruje na rynku międzynarodowym o miejsce jednego z największych producentów miedzi na świecie, jest postawione przed faktem dokonanym przez polskich polityków, którzy swoimi nielogicznymi działaniami sprowadzają firmy zagraniczne, chociaż możliwości logistyczne i operacyjne oraz jak okazuje się - wiedza o złożu (de facto firma, która ma wydobywać je potwierdziła jedynie doniesienia oficjalnym odwiertem) - były w zakresie działania i realizacji KGHM. Budowanie konkurencji wobec rodzimego przedsiębiorstwa powoduje mniejszą kontrolę nad własnymi złożami, zmniejsza możliwości kontroli światowego rynku handlu miedzią i poważanie państwa polskiego przez inne państwa. Apelujemy do polskich polityków, aby zachowali się jak mężowie stanu i dbali o polski interes, STOP wyprzedaży polskich złóż miedzi i srebra!