23 lipca 2026 roku

Jeden podatek. Jedna zasada. Zero politycznego polowania

obraz

Norbert Kustusz

Jako członkowie Stowarzyszenia KoLiber patrzymy na debatę o tzw. windfall tax nie tylko jak na spór o jedną ustawę, ale jak na test tego, czy w Polsce nadal obowiązują elementarne zasady państwa prawa i wolności gospodarczej. Dziś na biurku Prezydenta Karola Nawrockiego leży ustawa, która ma obciążyć jedną branżę 60-procentowym podatkiem od nadzwyczajnych zysków ze zbycia paliw ciekłych, i to z mocą wsteczną, obejmującą okres od 1 marca 2026 r.. W naszej ocenie nie jest to uczciwa odpowiedź na problem dziury budżetowej, lecz próba przerzucenia kosztów politycznej decyzji rządu na wygodnie wskazanego przeciwnika.

Rząd otwarcie uzasadnia swój projekt potrzebą sfinansowania działań osłonowych związanych z cenami paliw, a w przestrzeni publicznej pada kwota około 4 mld zł planowanych wpływów budżetowych. Rozumiemy, że państwo szuka pieniędzy, gdy samo ogranicza dochody z VAT i akcyzy, ale właśnie w takich momentach szczególnie widać, czy rząd respektuje reguły wolnego rynku, czy traktuje przedsiębiorców jak doraźne źródło łatania własnych błędów. Dla nas odpowiedź jest jasna: nie można bronić gospodarki rynkowej, a jednocześnie po fakcie karać wybraną branżę za to, że okazała się wystarczająco dochodowa, by zasilić budżet.

Największy problem z rządowym windfall tax polega na tym, że podatek ma działać wstecz. Firmy mają zapłacić nową daninę od transakcji, które zostały już zawarte, rozliczone i zamknięte, zanim ustawa weszła w życie. Z punktu widzenia liberalizmu gospodarczego jest to naruszenie jednej z najważniejszych zasad życia gospodarczego: przedsiębiorca musi znać reguły gry zanim podejmie decyzję inwestycyjną, handlową czy cenową. Jeżeli państwo może dziś wrócić do marca i powiedzieć przedsiębiorcy, że jednak od jego już osiągniętego wyniku pobierze nowy podatek, to jutro może zrobić to samo wobec każdej innej branży.

I właśnie dlatego odrzucamy narrację, że sprzeciw wobec tej ustawy oznacza obronę paliwowych koncernów. To fałszywa alternatywa. Nie bronimy przywilejów dla jednej branży. Bronimy zasady, że w państwie prawa nie wolno tworzyć podatków będących polityczną karą z datą wsteczną. Dziś celem jest sektor paliwowy, jutro może nim być handel, budownictwo, sektor nowych technologii albo rolnicy prowadzący działy specjalne produkcji rolnej - wystarczy, że władza uzna ich zyski za zbyt wysokie albo politycznie wygodne do opodatkowania.

Dlatego jako KoLiber nie ograniczyliśmy się do krytyki. 22 lipca złożyliśmy w Kancelarii Prezydenta formalny apel o podjęcie prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej i przedstawiliśmy gotową alternatywę: projekt uniwersalnego podatku od nadzwyczajnych zysków. To nie jest projekt pisany pod jedną branżę ani pod jedną medialną chwilę. To projekt, który wprowadza jedną, przejrzystą i równą zasadę dla wszystkich przedsiębiorców osiągających rzeczywiście nadzwyczajne wyniki.

Z perspektywy liberalizmu gospodarczego właśnie ta powszechność jest kluczowa. Państwo nie powinno arbitralnie wybierać sektorów, które wolno obciążyć bardziej tylko dlatego, że są akurat politycznie niepopularne albo łatwe do zaatakowania. Jeśli uznajemy, że nadzwyczajne zyski osiągane wskutek wyjątkowych okoliczności rynkowych mogą w szczególnych warunkach uzasadniać dodatkową daninę, to taka reguła musi obowiązywać wszystkich, a nie tylko tych, których najłatwiej napiętnować. Inaczej nie mamy do czynienia z zasadą generalną, tylko z politycznym polowaniem na wygodny cel.

Nasza propozycja jest też wyraźnie bardziej przewidywalna. Projekt zakłada wejście w życie 1 stycznia 2027 r., a więc działa wyłącznie na przyszłość. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie. Przedsiębiorca może nie lubić nowego podatku, ale w warunkach państwa prawa musi mieć możliwość uwzględnienia go w planowaniu swojej działalności. Można dyskutować o wysokości obciążeń, ale nie można uczciwie bronić sytuacji, w której państwo najpierw pozwala działać według określonych reguł, a potem po kilku miesiącach zmienia zasady i żąda dopłaty za przeszłość.

Projekt KoLibra jest także lepszy pod względem samej konstrukcji ekonomicznej. Nie opodatkowuje całego wyniku przedsiębiorcy ani całej sprzedaży, lecz tylko nadwyżkę ponad poziom referencyjny, wyznaczany na podstawie średniej dochodowości podatnika z pięciu poprzednich lat, powiększonej o 20 proc.. To rozwiązanie bardziej sprawiedliwe i bardziej rynkowe. Nie mówi przedsiębiorcy: „zarobiłeś, więc zapłać”, ale raczej: „jeśli w wyjątkowych warunkach osiągasz wynik znacząco ponad własną historyczną normę, część tej nadwyżki może zostać objęta szczególną daniną”. To nadal ingerencja państwa, ale ingerencja ograniczona, przewidywalna i oparta na obiektywnym punkcie odniesienia.

Co równie ważne, nasz projekt nie karze za inwestowanie i tworzenie miejsc pracy. Z podstawy opodatkowania wyłączone są określone koszty inwestycji w środki trwałe oraz koszty wynagrodzeń. To nie jest drobiazg techniczny, ale sedno różnicy między myśleniem liberalnym a myśleniem fiskalno-etatystycznym. Dla nas zysk przedsiębiorcy nie jest problemem samym w sobie. Problemem może być tylko taka sytuacja, w której nadzwyczajna renta zostaje skonsumowana bez tworzenia nowej wartości. Jeżeli jednak przedsiębiorca reinwestuje, zwiększa moce produkcyjne, unowocześnia firmę i lepiej płaci pracownikom, państwo powinno powstrzymać się od nadmiernego drenowania takich środków.

To właśnie dlatego uważamy, że nasza propozycja jest najlepsza z perspektywy liberalizmu gospodarczego spośród rozwiązań, które dziś realnie leżą na stole Prezydenta Nawrockiego. Z jednej strony odrzuca ona rządowy model selektywnego i retroaktywnego obciążenia jednej branży. Z drugiej strony nie ucieka w prosty slogan „żadnych nowych podatków nigdy”, który w obecnej sytuacji politycznej nie odpowiada na realny problem presji fiskalnej i debaty wokół nadzwyczajnych zysków. Nasz projekt uznaje, że skoro państwo chce sięgać po taki instrument, powinno robić to według reguł zgodnych z wolnym rynkiem: neutralnych, generalnych, przewidywalnych i oszczędzających inwestycje.

Warto spojrzeć też na tę sprawę szerzej. Liberalizm gospodarczy nie oznacza przecież naiwnej wiary, że każde działanie państwa jest z definicji zbędne. Oznacza natomiast, że każda ingerencja musi być oceniana według jasnych kryteriów: czy jest ogólna, czy jest proporcjonalna, czy nie niszczy zaufania do prawa i czy nie osłabia podstaw wzrostu gospodarczego. Rządowy windfall tax tych kryteriów nie spełnia, bo jest szyty pod jedną branżę, obliczony na szybki efekt fiskalny i obciążony poważnym zarzutem działania wstecz. Projekt KoLibra spełnia je znacznie lepiej, bo zamienia doraźny odwet fiskalny na zasadę, którą można obronić także wtedy, gdy zmieni się polityczny adresat podatku.

Dlatego właśnie uważamy, że Prezydent Karol Nawrocki nie stoi dziś przed wyborem między podpisaniem ustawy a obroną wielkich koncernów paliwowych. Stoi przed wyborem między zgodą na niebezpieczny precedens a obroną generalnej zasady równości wobec prawa podatkowego. Może zawetować zły projekt albo skierować go do kontroli konstytucyjnej, a jednocześnie przedstawić własną, lepszą propozycję. Taka decyzja nie byłaby ucieczką od problemu dziury budżetowej, lecz próbą rozwiązania go w sposób zgodny z państwem prawa i z zasadami gospodarki rynkowej.

Jako członkowie KoLibra właśnie tego oczekujemy. Nie specjalnych przywilejów, nie ochrony dla wybranych sektorów i nie bezkarności dla kogokolwiek. Oczekujemy jednego prawa dla wszystkich, jednej zasady dla wszystkich i państwa, które nie urządza pokazowych egzekucji fiskalnych pod dyktando politycznej chwili. Jeśli podatek od nadzwyczajnych zysków ma istnieć, to tylko jako rozwiązanie uniwersalne, przewidywalne i nieuderzające w inwestycje. W przeciwnym razie nie będzie to reforma zgodna z liberalizmem gospodarczym, lecz kolejny krok w stronę państwa, które coraz mniej ufa obywatelowi i coraz chętniej sięga po jego majątek, gdy tylko zabraknie pieniędzy w budżecie.

Uzasadnienie do projektu ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków

Projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków zmierza do wprowadzenia do polskiego porządku prawnego szczególnej daniny publicznej, której przedmiotem będą przychody osiągnięte przez podatników w części odpowiadającej nadwyżce ponad poziom wynikający z historycznej, referencyjnej dochodowości podatkowej danego podmiotu powiększonej o 20%, z zastrzeżeniem minimalnego poziomu tej dochodowości w wysokości 2,00%. Projekt przewiduje, że podatek będzie stanowił dochód budżetu państwa, a jego konstrukcja będzie oparta na danych wynikających z obowiązujących ustaw o podatku dochodowym od osób fizycznych i o podatku dochodowym od osób prawnych.

Potrzeba wprowadzenia projektowanej regulacji wynika z dążenia do zapewnienia większej równowagi pomiędzy swobodą działalności gospodarczej a interesem publicznym w sytuacjach, w których część uczestników rynku osiąga ponadprzeciętne korzyści finansowe nie tyle dzięki długofalowym inwestycjom, innowacyjności lub poprawie efektywności zarządzania, ile wskutek szczególnych, nadzwyczajnych warunków rynkowych. Z perspektywy liberalizmu gospodarczego państwo powinno co do zasady pozostawiać przedsiębiorcom możliwie szeroką przestrzeń do konkurowania, inwestowania i osiągania zysków, jednak nie wyklucza to ustanowienia instrumentów wyjątkowych, ograniczonych i proporcjonalnych, służących ochronie ładu konkurencyjnego oraz przeciwdziałaniu utrwalaniu rent nadzwyczajnych niezwiązanych z realnym wzrostem produktywności. Projektowana regulacja nie kwestionuje zysku jako podstawowego bodźca aktywności gospodarczej, lecz zakłada, że w sytuacjach szczególnych część nadwyżki ponad zwykły, historycznie ukształtowany poziom rentowności może zostać objęta odrębnym opodatkowaniem na rzecz dobra wspólnego.

W takim ujęciu projekt pozostaje zgodny z zasadami gospodarki rynkowej, ponieważ nie ustanawia powszechnego, sektorowego ani uznaniowego ograniczenia działalności gospodarczej, lecz posługuje się obiektywnym mechanizmem odnoszącym sytuację bieżącą podatnika do jego własnych danych historycznych. Oznacza to, że punktem odniesienia nie jest arbitralnie określona przez państwo „dopuszczalna” rentowność, lecz indywidualna, średnia dochodowość podatkowa osiągana w okresie referencyjnym pięciu lat podatkowych bezpośrednio poprzedzających rok opodatkowania. Tego rodzaju konstrukcja ogranicza ryzyko nadmiernej ingerencji w wolność gospodarczą i realizuje postulat proporcjonalności, istotny także z perspektywy liberalnej teorii państwa.

Projekt obejmuje podatników podatku dochodowego od osób prawnych, podatników podatku dochodowego od osób fizycznych prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą oraz podatników osiągających przychody z działów specjalnych produkcji rolnej, jeżeli prowadzą księgi w rozumieniu właściwych przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Jednocześnie z opodatkowania wyłączono podatników, którzy w okresie referencyjnym nie prowadzili działalności w zakresie objętym ustawą, co zapobiega stosowaniu podatku wobec podmiotów, dla których brak jest adekwatnej podstawy porównawczej. Rozwiązanie to wzmacnia pewność prawa i minimalizuje ryzyko obciążenia nowych przedsięwzięć gospodarczych, co z punktu widzenia liberalizmu gospodarczego należy uznać za element szczególnie istotny.

Przedmiotem opodatkowania są przychody osiągnięte przez podatnika w roku podatkowym, natomiast podstawa obliczenia podatku została określona jako nadwyżka przychodów faktycznych ponad przychody hipotetyczne, jakie zostałyby osiągnięte przy zastosowaniu marży referencyjnej. Przychody hipotetyczne są obliczane w oparciu o koszty faktyczne roku podatkowego oraz referencyjną dochodowość podatkową, rozumianą jako średnia dochodowość podatkowa z okresu referencyjnego powiększona o 20%, z minimalnym progiem 2,00%. Przyjęty model ma na celu oddzielenie zwykłego wyniku gospodarczego od wyniku nadzwyczajnego, a więc takiego, który wykracza ponad standardową dla danego podmiotu relację między przychodami a kosztami.

W projekcie przyjęto również rozwiązania służące ograniczeniu możliwości sztucznego kształtowania podstawy opodatkowania. Zarówno przy ustalaniu przychodów, jak i kosztów stosuje się zasadę ceny rynkowej, odwołującą się do już obowiązujących przepisów o cenach transferowych w ustawach o podatkach dochodowych. Dodatkowo ustawodawca wyłącza z obliczeń określone kategorie kosztów, w tym koszty związane z nabyciem, wytworzeniem lub ulepszeniem środków trwałych zaliczone do kosztów, w tym poprzez odpisy amortyzacyjne, a także koszty wskazane w odpowiednich przepisach ustaw o podatkach dochodowych.

Rozwiązania te mają znaczenie nie tylko fiskalne, ale także ustrojowe i gospodarcze. Z jednej strony przeciwdziałają tworzeniu mechanizmów optymalizacyjnych, które prowadziłyby do erozji podstawy opodatkowania. Z drugiej strony zachowują przejrzystość i przewidywalność systemu, ponieważ odwołują się do definicji i kategorii już znanych podatnikom oraz organom podatkowym na gruncie obowiązujących ustaw dochodowych. Z perspektywy liberalizmu gospodarczego ma to znaczenie zasadnicze, gdyż wolny rynek wymaga nie tylko niskiego poziomu arbitralności władzy publicznej, ale również jasnych i jednolicie stosowanych reguł gry.

Stawka podatku została określona na poziomie 30% podstawy obliczenia podatku. Ponieważ jednak opodatkowaniu podlega jedynie nadwyżka ponad poziom wynikający z referencyjnej dochodowości, projekt nie prowadzi do objęcia dodatkową daniną całego rezultatu ekonomicznego przedsiębiorcy, lecz wyłącznie tej jego części, która ma charakter ponadstandardowy w świetle danych historycznych. Takie rozwiązanie należy uznać za bardziej wyważone niż konstrukcje polegające na prostym podwyższeniu opodatkowania całego dochodu lub całej sprzedaży, gdyż w mniejszym stopniu osłabia bodźce do prowadzenia działalności gospodarczej i podejmowania inwestycji.

Projektowane przepisy wprowadzają obowiązek złożenia zeznania o wysokości należnego podatku od nadzwyczajnych zysków oraz jego zapłaty do końca szóstego miesiąca następującego po zakończeniu roku podatkowego. Przewidziano również regulacje dotyczące powstania nadpłaty, terminów jej zwrotu, oprocentowania oraz obowiązku złożenia zeznania w przypadku zaprzestania działalności przed upływem terminu rozliczenia. Minister właściwy do spraw finansów publicznych uzyska delegację do określenia, w drodze rozporządzenia, szczegółowego zakresu danych zawartych w zeznaniu wraz z niezbędnymi pouczeniami.

Projekt przewiduje ponadto zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, polegające na dodaniu podatku od nadzwyczajnych zysków do katalogu wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów. Dzięki temu zapłata nowej daniny nie będzie prowadziła do obniżenia podstawy opodatkowania w podatkach dochodowych, co zapewnia spójność systemową i zapobiega częściowemu niwelowaniu skutku fiskalnego projektowanej ustawy.

Projektowana ustawa ma wejść w życie z dniem 1 stycznia 2027 r., a w odniesieniu do podatników, których rok podatkowy nie jest równy rokowi kalendarzowemu, ma znaleźć zastosowanie począwszy od pierwszego roku podatkowego rozpoczynającego się po tej dacie. Termin wejścia w życie należy uznać za prawidłowy, gdyż zapewnia podatnikom i administracji skarbowej czas niezbędny do przygotowania organizacyjnego i dostosowania systemów rozliczeniowych.

Projektowana regulacja wpisuje się w model państwa, które respektuje zasady gospodarki rynkowej, lecz zastrzega sobie możliwość interwencji w przypadkach wyjątkowych i odpowiednio uzasadnionych. W perspektywie liberalizmu gospodarczego zasadniczym argumentem na rzecz takiej regulacji nie jest dążenie do karania sukcesu przedsiębiorców, lecz potrzeba zachowania uczciwych reguł konkurencji, ograniczenia nadzwyczajnych rent oderwanych od produktywności oraz zapewnienia, aby ciężary publiczne były rozkładane w sposób bardziej adekwatny do rzeczywistej, wyjątkowej zdolności płatniczej podmiotów osiągających ponadprzeciętne wyniki. Zarazem projekt zachowuje cechy rozwiązania limitowanego, opartego na porównywalnych danych historycznych, a nie na uznaniowej ocenie działalności przedsiębiorcy, co z punktu widzenia standardów państwa prawa i wolności gospodarczej ma znaczenie podstawowe